Mirosław Czyżykiewicz - Pieśń Na Powitanie lyrics

Published

0 205 0

Mirosław Czyżykiewicz - Pieśń Na Powitanie lyrics

Oto twój tato z mamą. Rodzina. Krew z krwi, kość z kości. Nie twoja wina. Co, smętna mina? Oto masz jadło, oto napoje. Oto refleksje i niepokoje. Wszystko to - twoje. Oto twój rejestr. Nic tym rejestrze Na razie nie ma, prócz: "No, jest wreszcie". Bierz go i ciesz się. Oto zarobki, oto koszt życia. Znikoma między nimi różnica. W tym tajemnica. Oto ul, w którym rój pięciu (ponad) Miliardów żywych tak jak ty gonad Ma swój pensjonat. Oto jest książka telefoniczna. Tajny cel demokracji to liczba. Prymat w niej kicz ma. Oto ślub (najpierw) i rozwód (potem) Jedyna w świecie rzecz stała to ten Szyk. Inne - potęp. Oto żyletka, oto twój przegub. Uderz terrorem w pierwszego z brzegu: Siebie samego. Oto w lusterku blask dentystyczny. Oto sny twoje o ośmiornicy. Dlaczego krzyczysz? Oto masz ekran telewizora. Przed chwilą twój kandydat w wyborach Przegrał, nieborak. Oto weranda. Czytaj tygodnik, Patrz, jak twój jamnik, bezczelny szkodnik, Obsrywa chodnik. Oto herbatka, w której zapłonął Odblask żarówki łzą zasuszoną. To - nieskończoność. Oto pigułki w fiolce. Migrena Po wywołaniu kliszy rentgena. Następna scena: Cmentarz, trawniki jego zadbane. Przejedź się jeszcze raz karawanem, Nim zabrzmi "amen". Oto testament i spadkobiercy. Oto świat, żywszy i przestronniejszy Po twojej śmierci. A oto gwiazdy. Lśnią z dawną siłą, Jak gdyby ciebie nigdy nie było. Może tak było? Oto pośmiertny byt, w którym nie ma Ni śladu ciebie. Twego istnienia Brak w tych przestrzeniach. Witaj w ich mroku, gdzie gaśnie tchnienie, Gdzie zastępuje jasne zbawienie Saturna wieniec.