Pod powierzchnia wody krzyczę z całej siły Ale otacza mnie jedynie głucha cisza Staram się złapać powietrze, płuca wody się napiły Samotność i nienawiść mojego ducha ucisza Bądź moim powietrzem, moją butlą z tlenem Daj mi przetrwać jeszcze trochę, bądź moim wybawieniem Gdy jesteś obok to tak jakbym miał skrzela Dajesz kolor mojej kartce Akwarela I nie chodzi mi o to, że w papierach masz plastyka Chodzi o to mi kocie, że nadajesz sens każdej chwili Względem Ciebie mam charakter fanatyka I wkurwiają mnie tępe spojrzenia tych debili Cierpię opalany płomieniem niezrozumienia Oparzenia skóry, ofiara samospalenia Stopień bliżej do piekła, zmierzam tam bez wytchnienia Choć już teraz idę jak po rozżarzonych kamieniach Wtedy pojawiasz się Ty ale nie gasisz ognia Zmieniasz go w namiętność, którą pije do dna Swoim wzrokiem podniecasz mnie jak benzyna żar A Twój głos hipnotyzuje mnie jak toksyna Czar, który masz w sobie działa na mnie jak te szlugi Kiedy chłoniesz wciągam Cię i wiem że zatrzymam Mówisz najpiękniej uśmiechają się Ci którzy cierpią A Ja wiem o tym najlepiej bo jestem wśród nich, serio Może winienem powiedzieć Ci co naprawdę czuje Ale blokuje mnie ta myśl, która się we mnie snuje że z czasem tymi słowami obojga nas zatruje I zepsuje wszystko to co między nami jest, zrujnuje .