Zaschnięta farba na palecie I plamka świtu tak maleńka Ech dobrzy ludzie wy nie wiecie Czym jest codzienna twórcza męka Kac po absyncie, diable białym I biel nieodpisanych listów Ręce za ciężkie i nieśmiałe Oto jest świt impresjonistów I co dzień trudzi się powieka By wstrzymać chwilę co ucieka Jednego oczy chcą aż bolą Zatrzymać chwili blask i kolor Wypijasz pierwszy kawy haust Rozrabiasz farbę sprawa prosta I szepczesz chwili tak jak Faust! Zostań… Zostań… Zostań… Zostań… Wstrzymały chwile lot motyli
Dziś są w muzeach – bardzo proszę Przebyły drogi szmat od chwili Gdy marszand kupił je za grosze Dziś warte są niejeden milion Choć go nie ujrzał nikt z artystów Klimatyzacja i sterylność Oto jest dziś impresjonistów A tak trudziła się powieka By wstrzymać chwile co ucieka Faust o tym marzył tak nieśmiało Impresjonistom się udało Nagroda jest czujnika blask I strażnik na państwowym żołdzie Geniuszom, co wstrzymali czas W hołdzie… W hołdzie… W hołdzie… W hołdzie…