Kiedyś komputer nazywaliśmy studiem Kiedyś granicą było niebo, a nie budżet Show-biznes to była dla nas czarna magia Większość młodych zespołów to była zgrana banda Zajawka kiedy wyszedł Skandal, pierwszy legal Mieliśmy kiepski sprzęt, teraz dźwięk pieścić trzeba I była trema przed każdym wyjściem do ludzi Bez tak zwanych fanów, Dizkret to mówi Hip-hop był szczerszy, stałe miejsca spotkań Potem wyszły [?], wiesz wielka piątka Banda cwaniaków chcących na rapie przyciąć Udało im się i wychodzi na razie im to Tylko ile jeszcze będą na nas zarabiać W każdym przypadku jest ta sama zasada Wydają wszystko co mają pod ręką Z nalepką hip-hop, nie chcę być tego częścią Teraz pomyśl, gdzie byłeś 6 lat temu Nawet nie mów, ale żyjesz w przeświadczeniu Że wiesz wszystko, rozpierdalasz całą rap grę Ja pamiętam nowy strumień DNS i Rap Day Patrzę, teraz festiwale co tydzień Co dwa nowy album i tak dalej to idzie Hip-hop to, hip-hop tamto, każdy na scenę wchodzi Zmieniają się w MC's młodzi jak kameleony Ma styl, a popatrz każdy ma kontrakt Nawet kiepski reżyser ma nagrany soundtrack Co drugi wydany kompakt wyłączam po chwili Oni puszczają wszystko byle by zarobili Widzisz, to nie jest rozwój, raczej utrata twarzy Przypuszczałem, że tak się po latach zdarzy Kultura przesiąknięta buntem do szpiku Bzdura, mamy własną półkę w EMPIK'u, super Stara szkoła TJK pamiętam to Też i NSO pamiętam to Mój człowiek Onar pamiętam go Mój człowiek WuBe pamiętam go 2CW pamiętam to Jeszcze [?] pamiętam go Slave pamiętam go Nowy Strumień pamiętam to Jay pamiętam go I jeszcze Cola pamiętam go Image pamiętam go I jeszcze Omen pamiętam go Stara szkoła